Jako elektryk, który „zjadł zęby” na instalacjach w blokach z wielkiej płyty i starych kamienicach, często odbieram telefony od zdziwionych klientów: „Panie Grzegorzu, zamontowałem ten nowoczesny włącznik dotykowy, wyłączyłem światło, a żarówki LED nad lustrem nadal lekko świecą! Czy to jakaś awaria?”. Odpowiedź brzmi: nie, to nie awaria, to fizyka. Mamy tu do czynienia z klasycznym zjawiskiem prądu upływu, który w instalacjach 2-przewodowych jest ceną za nowoczesność i wygodę.
Technologia smart home stała się obecnie dostępna dla każdego, ale stare kable w ścianach nie zawsze chcą z nią współpracować bez „marudzenia”. Pozwólcie, że wyjaśnię Wam to tak, jak tłumaczę moim klientom przy kawie podczas montażu.
W tradycyjnym, mechanicznym włączniku sprawa była prosta: pstrykasz i fizycznie rozłączasz blaszkę. Prąd przestaje płynąć, żarówka gaśnie. Jednak nowoczesne włączniki dotykowe to małe komputery. Aby panel reagował na Twój dotyk, aby świeciła się na nim dioda sygnalizacyjna i aby działało WiFi, włącznik musi być stale zasilany.
W nowym budownictwie mamy przewód neutralny (N), który zasila włącznik niezależnie od żarówki. Jednak w większości polskich mieszkań mamy tylko dwa przewody w puszce. Wtedy włącznik „podkrada” sobie śladową ilość prądu przez... samą żarówkę. Ten minimalny przepływ energii nazywamy właśnie prądem upływu. Dla starej, 60-watowej żarówki ten prąd był niezauważalny. Ale nowoczesny LED jest tak czuły, że te „ochłapy” energii wystarczają mu, by delikatnie jarzyć się w ciemności lub co kilkanaście sekund mrugać.
Dziś producenci prześcigają się w efektywności diod. Im lepsza żarówka LED, tym mniejszej ilości prądu potrzebuje, by wyemitować fotony. To sprawia, że prąd upływu, który kiedyś był pomijalny, dziś staje się widoczny gołym okiem. Szczególnie irytuje to w sypialniach, gdzie delikatna poświata nad łóżkiem potrafi skutecznie utrudnić zasypianie.
Moim sprawdzonym sposobem na „duchy w instalacji” jest stosowanie osprzętu wysokiej klasy. Produkty z e-sklepu Dotykowe Włączniki są projektowane z myślą o minimalizacji tego zjawiska, ale fizyki nie oszukasz – przy bardzo czułych LED-ach potrzebny jest mały pomocnik.
Kiedy klient skarży się na świecenie po wyłączeniu, wyciągam z torby adapter LED (często nazywany kondensatorem). To mały element, który wpinamy równolegle do lampy. Jego zadaniem jest „zbieranie” tego prądu upływu i odprowadzanie go tak, by nie trafiał do diod LED. To rozwiązanie definitywnie kończy problem mrugania i żarzenia, a przy tym jest w pełni bezpieczne dla instalacji.
Niedawno miałem klienta, u którego żarówki nie tylko świeciły po wyłączeniu, ale wręcz wydawały ciche brzęczenie. Okazało się, że prąd upływu wchodził w interakcję z bardzo tanim zasilaczem wewnątrz marketowej żarówki. Po zamontowaniu markowych źródeł światła i dedykowanego adaptera ze sklepu Dotykowe Włączniki, w domu nastała upragniona, całkowita ciemność i cisza.
Prąd upływu to nie „wada” włącznika, to cecha wynikająca z braku przewodu neutralnego w puszce. Jeśli chcesz mieć nowoczesne, szklane panele dotykowe w bloku z lat 80., musisz zaakceptować tę techniczną specyfikę. Kluczem do sukcesu jest wybór osprzętu od sprawdzonych dostawców. Szklane panele z e-sklepu Dotykowe Włączniki w połączeniu z odpowiednio dobranym adapterem LED to gwarancja, że Twoja instalacja będzie nie tylko wyglądać jak z katalogu, ale też działać przewidywalnie i bez „efektów specjalnych” w środku nocy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze