Do redakcji napisała mieszkanka Podhala, która omal nie padła ofiarą perfidnego oszustwa. Jak przyznaje, zdecydowała się opowiedzieć swoją historię ku przestrodze, aby uchronić innych przed utratą oszczędności i pieniędzy zgromadzonych na kontach.
Wszystko zaczęło się niewinnie. Kobieta prowadząca wynajem pokoi otrzymała w godzinach przedpołudniowych wiadomość na WhatsApp od osoby zainteresowanej rezerwacją pokoju dla trzech osób – dla siebie, męża i syna – w lipcowym terminie. Właścicielka obiektu sprawdziła dostępność, przesłała zdjęcia pokoju i potwierdziła możliwość rezerwacji. Rozmówczyni zaakceptowała ofertę.
Po chwili poinformowała, że mieszka za granicą i chce opłacić pobyt za pośrednictwem popularnego serwisu służącego do międzynarodowych przekazów pieniężnych. Poprosiła o numer konta bankowego oraz adres e-mail, aby przesłać potwierdzenie wpłaty.
Na skrzynkę mailową rzeczywiście trafiła wiadomość wyglądająca bardzo wiarygodnie. Informowała, że środki zostały wysłane i wystarczy kliknąć odpowiedni przycisk, aby odebrać pieniądze. Po przejściu dalej wyświetliła się strona przypominająca oficjalny serwis jednego z banków. Kobieta została poproszona o zalogowanie się przy użyciu loginu i hasła. Następnie pojawiła się prośba o podanie numeru PESEL.
Po zatwierdzeniu danych wyświetlił się komunikat o błędzie. Kilkanaście sekund później zadzwonił telefon. Na ekranie pojawiła się informacja sugerująca, że połączenie pochodzi z banku. Mężczyzna przedstawił się jako pracownik instytucji finansowej i poinformował, że wykryto próbę kradzieży pieniędzy z konta firmowego.
Rozmowa została przekierowana rzekomo do „działu technicznego”, gdzie oszuści spokojnym tonem przekonywali kobietę, że chcą zabezpieczyć jej środki. Wysłali kody SMS i nakłonili ją do zainstalowania aplikacji, która miała zablokować dostęp do konta. W rzeczywistości było to oprogramowanie umożliwiające zdalny dostęp do telefonu.
Dopiero gdy rozmówca zaczął wymieniać nazwy innych instytucji finansowych, z których korzystała właścicielka pensjonatu, kobieta zorientowała się, że coś jest nie tak. Oszuści widzieli bowiem wszystko, co działo się na jej telefonie. Próbowali nakłonić ją do logowania się także do kolejnych aplikacji bankowych.
Mężczyzna zapewniał o swojej wiarygodności i przesłał nawet „wizytówkę pracownika banku”. Kobieta postanowiła jednak skonsultować sytuację ze znajomą zatrudnioną w sektorze bankowym. Odpowiedź przyszła niemal natychmiast: „Rozłącz się. To oszustwo”.
Właścicielka obiektu od razu zakończyła rozmowę, zastrzegła numer PESEL i skontaktowała się z prawdziwą infolinią swojego banku. Oszuści próbowali jeszcze wielokrotnie oddzwaniać, jednak nie odbierała już połączeń. Niedługo później zauważyła, że wiadomości e-mail oraz część korespondencji związanej z próbą oszustwa zniknęły. Telefon został całkowicie wyczyszczony i ponownie skonfigurowany przez specjalistę.
Na szczęście z kont nie zniknęły żadne pieniądze. Mieszkanka Podhala podkreśla, że postanowiła opowiedzieć o wszystkim publicznie, ponieważ chce przestrzec innych przed podobnymi sytuacjami.
Ta historia pokazuje, jak profesjonalnie działają cyberprzestępcy i jak łatwo można paść ofiarą manipulacji. Banki przypominają, że ich pracownicy nigdy nie proszą klientów o instalowanie dodatkowych aplikacji do „zabezpieczenia konta”, nie wymagają podawania kodów autoryzacyjnych przez telefon i nie nakazują logowania się do bankowości internetowej podczas rozmowy. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości należy natychmiast przerwać połączenie i samodzielnie zadzwonić na oficjalną infolinię swojego banku.
To ważna przestroga dla wszystkich. Wystarczy chwila nieuwagi, pośpiech i zaufanie do pozornie wiarygodnych komunikatów, by stracić dorobek całego życia. Warto zachować czujność, ponieważ oszuści są coraz bardziej przekonujący i wykorzystują coraz bardziej wyrafinowane metody działania.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze