Miniony weekend w Tatrach przyniósł ratownikom sporo pracy. Były akcje z udziałem śmigłowca, interwencje na szlakach, a niestety także tragiczne zdarzenie.
W sobotni poranek, 25 kwietnia, do centrali Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe dotarła informacja o turyście przebywającym na Kopie Kondrackiej. Mężczyzna doznał urazu ręki i miał ranę ciętą. Na miejsce szybko wysłano śmigłowiec.
Tego samego dnia po południu, dokładnie o 15.53, pomoc była potrzebna na odcinku szlaku między Równią Waksmundzką a Schroniskiem Murowaniec. Turysta utknął przez oblodzenie i nie był w stanie iść dalej. Na szczęście ratownik dyżurujący w schronisku dotarł do niego i bezpiecznie sprowadził go na dół.
Niedziela, 26 kwietnia, przyniosła kolejne poważne zgłoszenie. Po godzinie 16 turysta spadł z Orlej Perci w rejonie Granackiej Przełęczy, w stronę Doliny Pańszczycy. Choć upadek miał kilkaset metrów, skończyło się jedynie na potłuczeniach, co można uznać za ogromne szczęście. Poszkodowany trafił śmigłowcem do szpitala w Zakopanem.
Jeszcze tego samego dnia, tuż przed zmrokiem, ewakuowano turystę z Mięguszowieckiego Szczytu Czarnego. Mężczyzna nie był w stanie samodzielnie zejść. Jak podkreślają ratownicy, bez użycia śmigłowca konieczna byłaby wielogodzinna, nocna akcja z udziałem kilkunastu osób.
Najtragiczniejsze informacje napłynęły w poniedziałek, 27 kwietnia. Przed południem zgłoszono wypadek na Świnicy. Turysta schodzący ze szczytu w kierunku Zawratu spadł do Doliny Walentkowej tzw. Żlebem Orłowskiego. Na miejsce poleciał śmigłowiec, jednak mimo szybkiej reakcji nie udało się go uratować. Ratownicy przetransportowali ciało do Doliny Cichej, gdzie przekazano je słowackiej Horskiej Záchrannej Službie.
W trakcie tej samej akcji pojawiło się kolejne zgłoszenie, tym razem spod wierzchołka Rysów. Turysta utknął w trudnych, oblodzonych warunkach. Na miejsce przetransportowano ratowników, którzy odkryli, że pomocy potrzebuje także druga osoba, nieprzygotowana na twardy, zlodowaciały śnieg. Obaj zostali ewakuowani śmigłowcem do Zakopanego.
Ratownicy nie mają wątpliwości, sytuacja w górach nadal przypomina zimę. Rano, a miejscami przez cały dzień, zalega bardzo twardy, zlodowaciały śnieg, tzw. „beton”.
I tu pojawia się ważna kwestia. Nawet doświadczeni turyści mogą mieć problem z poruszaniem się w takich warunkach. Bez raków, czekana i kasku, a przede wszystkim umiejętności ich używania, ryzyko gwałtownie rośnie. Wystarczy chwila nieuwagi, żeby doszło do groźnego upadku, którego nie da się już zatrzymać.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze