Reklama

„W Stanach i w Izraelu leżałaby już Pani na ziemi!” - 81 rocznica „wyzwolenia” więźniów Auschwitz-Birkenau

28/01/2026 21:21

Jak co roku 27 stycznia, pragniemy uczcić pamięć naszych Przodków w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Jak co roku, towarzyszą nam te same procedury. Nikt bez zgody muzeum nie zostaje wpuszczony, by oddać hołd wszystkim ofiarom niemieckich zbrodni, w tym także Polakom. Świadczy temu szereg procedur, które działają tam od dłuższego już czasu. Procedur, które w żadnym innym byłym obozie czy to w Polsce czy na zachodzie, nie są praktykowane.

Żeby móc wziąć udział w uroczystościach, należy wystąpić z prośbą o możliwość uczestnictwa w obchodach. Warunkiem koniecznym jest otrzymanie od muzeum zgody na wejście, potwierdzone tzw. Kartą Wstępu. Karta Wstępu zawiera nasze imię i nazwisko, datę oraz godzinę – jest ważna tylko z dokumentem tożsamości.
Jest 27 stycznia, kilka minut przed 12.00. Wyruszamy kilkuosobową grupą z Podhala w kierunki Oświęcimia. W Oświęcimiu na ulicach miasta powiewają biało czerwone flagi – brawa dla gospodarzy! Swoją drogą, muszę być nieco uszczypliwy - szkoda, że brakuje ich 14 czerwca.

Po dwóch godzinach jazdy docieramy na miejsce – parking nieopodal Muzeum Auschwitz-Birkenau. Wysiadamy z samochodu i podążamy w kierunku wyznaczonego dla nas tzw. „sektora otwartego” , który został wyznaczony na terenie byłego obozu Auschwitz II-Birkenau w bezpośredniej bliskości z Pomnikiem Ofiar.
No tak, nie tłumaczyłem wam jeszcze czym jest tzw. „sektor otwarty”, a raczej czym być nie powinien. Auschwitz zgodnie z ustawą z dnia 2 lipca 1947 roku miał być Pomnikiem męczeństwa Narodu Polskiego i innych Narodów w Oświęcimiu. Dzisiaj dla tego narodu, dla tych narodów, nie ma miejsca na to, by wspólnie uczestniczyć w obchodach jak to czyniono od dawien dawna. Sektor otwarty stał się w odczuciu większości Polaków miejscem dla nieproszonych gości. Skąd takie wnioski? Zdanie możecie sobie wyrobić na ten temat sami. Jest tylko jeden warunek - 27 stycznia 2027 roku, kierunek Oświęcim. Nie podejrzewam, by z takim zaangażowaniem Polaków można byłoby oczekiwać zmian na lepsze w przyszłym roku. A więc moi mili, wszystko przed wami. Jak mawiał śp. Marian Turski – XI Nie bądź obojętny.
Zmierzamy w kierunku byłego obozu Auschwitz II-Birkenau. Przed godziną 15.00 docieramy do głównej bramy z powiewającymi biało czerwonymi flagami. Z daleka słychać było już jakiś rechot. To blisko dziesięciu, a może nawet kilkunastu strażników muzealnych przed bramą i obok niej. Kto wie, może cieszą się na widok naszych biało czerwonych flag. A może ktoś komuś opowiedział niezły kawał … nie ważne! Szkoda tylko, że mógł nas ominąć niezły ubaw. To przecież idealne miejsce na dowcipkowanie.

Reklama

Oprócz zorganizowanych grup, które zwiedzały były obóz, Polaków jeszcze nie widać. Podchodzimy do strażników i okazujemy Karty Wstępu jednemu z nich. Jest wyraźnie oburzony – tłumaczy, że jesteśmy za wcześnie i nie możemy wejść. I ja mu się wcale nie dziwię. Też nie byłbym zachwycony takimi osobnikami z Polski, którzy przyjeżdżają od tak i chcą wziąć udział w jakichś tam obchodach „wyzwolenia” więźniów Auschwitz-Birkenau. Koniec końców, siłą perswazji i za zgodą wyższego rangą strażnika muzealnego dochodzi do wniosku, że jednak możemy już wejść na teren byłego obozu po okazaniu dowodów osobistych. Żelazna brama się otwiera. Chwała mu za to i serdeczne Bóg zapłać!

Podążamy prostą drogą w kierunku Pomnika Ofiar, do tzw. sektora otwartego. Kawałek do przejścia. Swego czasu Pani Agnieszka Lewandowska-Kąkol wydała powieść zatytułowaną „Na końcu czeka miłość.” Nas na końcu drogi czekało kolejne rozczarowanie – miłość bez wzajemności. Wszyscy zdajemy sobie sprawę czym to pachnie...
Zbliżając się zauważamy jakiś namiot. Przed nim dwa toi toie, metalowe bariery… i jeszcze więcej metalowych barier. I już nie straż muzealną, a policję. No tak... Polacy, biało czerwone flagi, policja – nic nadzwyczajnego. Nigdy nie uczestniczyłem w Marszu Żywych – korzenie mnie nie puszczają a i starych drzew się ponoć nie przesadza – tak jakoś przyszło mi teraz na myśl, podczas hollywoodzkiej fali namiętności w kierunku rtm. Witolda Pileckiego. Natomiast nie o tym. Zastanawia mnie czy wszystkich traktuje się w ten sam sposób na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau. Jak myślicie?

Reklama

Kilku policjantów zaczyna kontrole osobistą. Jak zauważamy w sektorze otwartym jest już kilka osób. Przed nami kontrolowane są dwie staruszki wraz z jednym starszym Panem. Straszne, co złego mogą zrobić w tym miejscu. Swoją drogą, przy bramie głównej mieliśmy problem z wejściem...że za wcześnie, że nie wypada. A tu proszę, ktoś już dawno temu został przed nami wpuszczony. Nie ważne!

Chcemy przebrnąć przez kolejną kontrolę, bo na końcu czeka… Nie ważne!

Wyciągamy wszystko z kieszeni, kto ma plecaczki - do kontroli. Kto ma wodę – do spożycia. Kto ma zwinięte flagi – do rozwinięcia, czy przypadkiem nie ma tam umieszczonego ładunku wybuchowego lub czegoś w stylu „Freedom for…” Nie ważne! Standardowe procedury, by uczcić pamięć naszych przodków.

Reklama

Na stwierdzenie Pani z Podhala, że ta kontrola większa niż na lotnisku odzywa się bezceremonialnie z pełnym wyrachowaniem jeden z policjantów:

„Za to w Stanach już by Pani leżała na ziemi.”

Zdziwiona Pani zachowaniem policjanta, spokojnie odpowiada:

„Ale tu jest Polska…”

Na co równie spokojnie, lecz donioślej odpowiada jej Pan policjant:

„W Stanach i w Izraelu leżałaby już Pani na ziemi!”

Przyznam, że przysłuchując się tej rozmowie, sam też się w tym nieźle pogubiłem. Polska, Stany czy Izrael… W każdym razie po wejściu do sektora otwartego nie miałem już złudzeń. Oczywiście nie mam na myśli kilkunastu strażników muzealnych wraz z nami w sektorze otwartym, policji czy tajniaków, którzy po pewnym czasie zaczęli nas nagrywać i robić nam zdjęcia. Powiem państwu szczerze, nie czuliśmy się jak gwiazdy w blasku fleszy. Co najwyżej spadające… jak jakieś meteoryty, które rozgrzewają się, a następnie rozpadając na fragmenty uderzają w ziemię. Tak się czuliśmy, ale nie o tym!

Do naszej grupki osób dołączają znajomi z zachodniej Polski, również z biało czerwonymi flagami. Przed uroczystościami na telebimie ukazał się film dokumentalny, który powstał specjalnie jak mniemam na tą okazję. Żeby nie przedłużać, bo kto z państwa dotrwa do końca… Z tego co zapamiętałem to: Holocaust, Shoah, Zagłada narodu żydowskiego, Sonderkommando…

Reklama

Zabrakło mi jakoś ofiar innych narodowości w dniu wyzwolenia wszystkich więźniów. Romowie, Czesi, Francuzi, Rosjanie, Serbowie, Białorusini, Norwegowie, Grecy, Belgowie…

Dzisiaj polityczna poprawność załatwia sprawę wybiórczo. Dlaczego? Czy pamięć i szacunek nie należy się każdej ofierze niemieckiego bestialstwa?

Wracając do wymienionych powyżej ofiar, zastanawiacie się dlaczego nie wymieniłem tam Polaków? Otóż tak się składa, że o Polakach było sporo. Mieliśmy swój czas antenowy. Co prawda głównym tematem nie byli polscy więźniowie niemieckiego obozu, ale Ci współcześni. Ci...no cóż, antysemici. I uwaga… Ci, którzy nie okazują miłosierdzia uchodźcom… Jacyś tacy antyukraińscy…

Reklama

Jak wspominała niegdyś Pani prof. dr hab. Barbara Engelking:

„Dla Polaków śmierć to była kwestia biologiczna, naturalna, śmierć jak śmierć. Dla Żydów to była tragedia, dramatyczne doświadczenie, metafizyka”

Pani doktor Barbara Engelking została w tamtym roku szefową rady Muzeum Auschwitz. Nie ważne!

Na wysokości zadania stanął prezydent Karol Nawrocki, który przed głównymi uroczystościami przypomniał, że pierwszy transport do KL Auschwitz był transportem Polaków:

„Ten transport z Tarnowa, który trafił wówczas jeszcze do Oświęcimia 14 czerwca 1940 roku, był transportem 728 Polaków – więźniów z Tarnowa, często bardzo młodych chłopaków, dziewiętnasto- i dwudziestoletnich, członków Związku Walki Zbrojnej, tych, którzy Niemcom nie chcieli się poddać. Tak, ten pierwszy transport był transportem Polaków i był to rok 1940. To pokazuje dokładnie, ile świat miał czasu, drodzy państwo, aby zareagować i aby do tej tragedii Holokaustu, do tej fabryki śmierci, do tego symbolu nigdy nie doszło.”

Reklama

Niestety, podczas oficjalnych uroczystości doszło do skandalu. Międzynarodowa Rada Oświęcimska i władze muzeum odmówiły zabrania głosu głowie naszego państwa. Prezydent Polski nie został nawet przywitany. O kulisach sprawy opowiada szerzej Robert Mazurek.

Szanowni Państwo, obchody dobiegły końca. Prezydent oddał hołd przed Pomnikiem Ofiar. Za barierkami, wśród straży muzealnej, tajniaków i policji zauważył cztery powiewające biało czerwone flagi. Ucieszył się na ich widok. Podszedł do nas. Przywitaliśmy się i zamieniliśmy ze sobą kilka słów – na resztę nie starczyło już czasu…

Reklama

Odchodząc w stronę bramy głównej zostaliśmy odprowadzeni aż do parkingu przez tajniaków, którym najwyraźniej się spodobaliśmy sądząc po zdjęciach, które stale wykonywali. I im serdeczne Bóg zapłać, że mogliśmy bezpiecznie wrócić na parking…

A...i byłbym zapomniał. Pamiętajcie drodzy katolicy – za sprawą niezwykłej decyzji jego ekscelencji Kardynała Grzegorza Rysia już w niedzielę zbieramy na tacę na ciepło dla Ukrainy. Jak podaje „Radio Maryja” jedne z pierwszych generatorów zdążyły już trafić do ukraińskich jednostek identyfikowanych z neobanderyzmem.

Reklama

Bóg, Honor, Ojczyzna!

Sebastian Śmietana




 

Aplikacja goral24.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: Góral 24 Aktualizacja: 28/01/2026 21:36
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo goral24.pl




Reklama