Jak co roku 27 stycznia, pragniemy uczcić pamięć naszych Przodków w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Jak co roku, towarzyszą nam te same procedury. Nikt bez zgody muzeum nie zostaje wpuszczony, by oddać hołd wszystkim ofiarom niemieckich zbrodni, w tym także Polakom. Świadczy temu szereg procedur, które działają tam od dłuższego już czasu. Procedur, które w żadnym innym byłym obozie czy to w Polsce czy na zachodzie, nie są praktykowane.
Żeby móc wziąć udział w uroczystościach, należy wystąpić z prośbą o możliwość uczestnictwa w obchodach. Warunkiem koniecznym jest otrzymanie od muzeum zgody na wejście, potwierdzone tzw. Kartą Wstępu. Karta Wstępu zawiera nasze imię i nazwisko, datę oraz godzinę – jest ważna tylko z dokumentem tożsamości.
Jest 27 stycznia, kilka minut przed 12.00. Wyruszamy kilkuosobową grupą z Podhala w kierunki Oświęcimia. W Oświęcimiu na ulicach miasta powiewają biało czerwone flagi – brawa dla gospodarzy! Swoją drogą, muszę być nieco uszczypliwy - szkoda, że brakuje ich 14 czerwca.
Po dwóch godzinach jazdy docieramy na miejsce – parking nieopodal Muzeum Auschwitz-Birkenau. Wysiadamy z samochodu i podążamy w kierunku wyznaczonego dla nas tzw. „sektora otwartego” , który został wyznaczony na terenie byłego obozu Auschwitz II-Birkenau w bezpośredniej bliskości z Pomnikiem Ofiar.
No tak, nie tłumaczyłem wam jeszcze czym jest tzw. „sektor otwarty”, a raczej czym być nie powinien. Auschwitz zgodnie z ustawą z dnia 2 lipca 1947 roku miał być Pomnikiem męczeństwa Narodu Polskiego i innych Narodów w Oświęcimiu. Dzisiaj dla tego narodu, dla tych narodów, nie ma miejsca na to, by wspólnie uczestniczyć w obchodach jak to czyniono od dawien dawna. Sektor otwarty stał się w odczuciu większości Polaków miejscem dla nieproszonych gości. Skąd takie wnioski? Zdanie możecie sobie wyrobić na ten temat sami. Jest tylko jeden warunek - 27 stycznia 2027 roku, kierunek Oświęcim. Nie podejrzewam, by z takim zaangażowaniem Polaków można byłoby oczekiwać zmian na lepsze w przyszłym roku. A więc moi mili, wszystko przed wami. Jak mawiał śp. Marian Turski – XI Nie bądź obojętny.
Zmierzamy w kierunku byłego obozu Auschwitz II-Birkenau. Przed godziną 15.00 docieramy do głównej bramy z powiewającymi biało czerwonymi flagami. Z daleka słychać było już jakiś rechot. To blisko dziesięciu, a może nawet kilkunastu strażników muzealnych przed bramą i obok niej. Kto wie, może cieszą się na widok naszych biało czerwonych flag. A może ktoś komuś opowiedział niezły kawał … nie ważne! Szkoda tylko, że mógł nas ominąć niezły ubaw. To przecież idealne miejsce na dowcipkowanie.
Oprócz zorganizowanych grup, które zwiedzały były obóz, Polaków jeszcze nie widać. Podchodzimy do strażników i okazujemy Karty Wstępu jednemu z nich. Jest wyraźnie oburzony – tłumaczy, że jesteśmy za wcześnie i nie możemy wejść. I ja mu się wcale nie dziwię. Też nie byłbym zachwycony takimi osobnikami z Polski, którzy przyjeżdżają od tak i chcą wziąć udział w jakichś tam obchodach „wyzwolenia” więźniów Auschwitz-Birkenau. Koniec końców, siłą perswazji i za zgodą wyższego rangą strażnika muzealnego dochodzi do wniosku, że jednak możemy już wejść na teren byłego obozu po okazaniu dowodów osobistych. Żelazna brama się otwiera. Chwała mu za to i serdeczne Bóg zapłać!
Podążamy prostą drogą w kierunku Pomnika Ofiar, do tzw. sektora otwartego. Kawałek do przejścia. Swego czasu Pani Agnieszka Lewandowska-Kąkol wydała powieść zatytułowaną „Na końcu czeka miłość.” Nas na końcu drogi czekało kolejne rozczarowanie – miłość bez wzajemności. Wszyscy zdajemy sobie sprawę czym to pachnie...
Zbliżając się zauważamy jakiś namiot. Przed nim dwa toi toie, metalowe bariery… i jeszcze więcej metalowych barier. I już nie straż muzealną, a policję. No tak... Polacy, biało czerwone flagi, policja – nic nadzwyczajnego. Nigdy nie uczestniczyłem w Marszu Żywych – korzenie mnie nie puszczają a i starych drzew się ponoć nie przesadza – tak jakoś przyszło mi teraz na myśl, podczas hollywoodzkiej fali namiętności w kierunku rtm. Witolda Pileckiego. Natomiast nie o tym. Zastanawia mnie czy wszystkich traktuje się w ten sam sposób na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau. Jak myślicie?
Kilku policjantów zaczyna kontrole osobistą. Jak zauważamy w sektorze otwartym jest już kilka osób. Przed nami kontrolowane są dwie staruszki wraz z jednym starszym Panem. Straszne, co złego mogą zrobić w tym miejscu. Swoją drogą, przy bramie głównej mieliśmy problem z wejściem...że za wcześnie, że nie wypada. A tu proszę, ktoś już dawno temu został przed nami wpuszczony. Nie ważne!
Chcemy przebrnąć przez kolejną kontrolę, bo na końcu czeka… Nie ważne!
Wyciągamy wszystko z kieszeni, kto ma plecaczki - do kontroli. Kto ma wodę – do spożycia. Kto ma zwinięte flagi – do rozwinięcia, czy przypadkiem nie ma tam umieszczonego ładunku wybuchowego lub czegoś w stylu „Freedom for…” Nie ważne! Standardowe procedury, by uczcić pamięć naszych przodków.
Na stwierdzenie Pani z Podhala, że ta kontrola większa niż na lotnisku odzywa się bezceremonialnie z pełnym wyrachowaniem jeden z policjantów:
„Za to w Stanach już by Pani leżała na ziemi.”
Zdziwiona Pani zachowaniem policjanta, spokojnie odpowiada:
„Ale tu jest Polska…”
Na co równie spokojnie, lecz donioślej odpowiada jej Pan policjant:
„W Stanach i w Izraelu leżałaby już Pani na ziemi!”
Przyznam, że przysłuchując się tej rozmowie, sam też się w tym nieźle pogubiłem. Polska, Stany czy Izrael… W każdym razie po wejściu do sektora otwartego nie miałem już złudzeń. Oczywiście nie mam na myśli kilkunastu strażników muzealnych wraz z nami w sektorze otwartym, policji czy tajniaków, którzy po pewnym czasie zaczęli nas nagrywać i robić nam zdjęcia. Powiem państwu szczerze, nie czuliśmy się jak gwiazdy w blasku fleszy. Co najwyżej spadające… jak jakieś meteoryty, które rozgrzewają się, a następnie rozpadając na fragmenty uderzają w ziemię. Tak się czuliśmy, ale nie o tym!
Do naszej grupki osób dołączają znajomi z zachodniej Polski, również z biało czerwonymi flagami. Przed uroczystościami na telebimie ukazał się film dokumentalny, który powstał specjalnie jak mniemam na tą okazję. Żeby nie przedłużać, bo kto z państwa dotrwa do końca… Z tego co zapamiętałem to: Holocaust, Shoah, Zagłada narodu żydowskiego, Sonderkommando…
Zabrakło mi jakoś ofiar innych narodowości w dniu wyzwolenia wszystkich więźniów. Romowie, Czesi, Francuzi, Rosjanie, Serbowie, Białorusini, Norwegowie, Grecy, Belgowie…
Dzisiaj polityczna poprawność załatwia sprawę wybiórczo. Dlaczego? Czy pamięć i szacunek nie należy się każdej ofierze niemieckiego bestialstwa?
Wracając do wymienionych powyżej ofiar, zastanawiacie się dlaczego nie wymieniłem tam Polaków? Otóż tak się składa, że o Polakach było sporo. Mieliśmy swój czas antenowy. Co prawda głównym tematem nie byli polscy więźniowie niemieckiego obozu, ale Ci współcześni. Ci...no cóż, antysemici. I uwaga… Ci, którzy nie okazują miłosierdzia uchodźcom… Jacyś tacy antyukraińscy…
Jak wspominała niegdyś Pani prof. dr hab. Barbara Engelking:
„Dla Polaków śmierć to była kwestia biologiczna, naturalna, śmierć jak śmierć. Dla Żydów to była tragedia, dramatyczne doświadczenie, metafizyka”
Pani doktor Barbara Engelking została w tamtym roku szefową rady Muzeum Auschwitz. Nie ważne!
Na wysokości zadania stanął prezydent Karol Nawrocki, który przed głównymi uroczystościami przypomniał, że pierwszy transport do KL Auschwitz był transportem Polaków:
„Ten transport z Tarnowa, który trafił wówczas jeszcze do Oświęcimia 14 czerwca 1940 roku, był transportem 728 Polaków – więźniów z Tarnowa, często bardzo młodych chłopaków, dziewiętnasto- i dwudziestoletnich, członków Związku Walki Zbrojnej, tych, którzy Niemcom nie chcieli się poddać. Tak, ten pierwszy transport był transportem Polaków i był to rok 1940. To pokazuje dokładnie, ile świat miał czasu, drodzy państwo, aby zareagować i aby do tej tragedii Holokaustu, do tej fabryki śmierci, do tego symbolu nigdy nie doszło.”
Niestety, podczas oficjalnych uroczystości doszło do skandalu. Międzynarodowa Rada Oświęcimska i władze muzeum odmówiły zabrania głosu głowie naszego państwa. Prezydent Polski nie został nawet przywitany. O kulisach sprawy opowiada szerzej Robert Mazurek.
Szanowni Państwo, obchody dobiegły końca. Prezydent oddał hołd przed Pomnikiem Ofiar. Za barierkami, wśród straży muzealnej, tajniaków i policji zauważył cztery powiewające biało czerwone flagi. Ucieszył się na ich widok. Podszedł do nas. Przywitaliśmy się i zamieniliśmy ze sobą kilka słów – na resztę nie starczyło już czasu…
Odchodząc w stronę bramy głównej zostaliśmy odprowadzeni aż do parkingu przez tajniaków, którym najwyraźniej się spodobaliśmy sądząc po zdjęciach, które stale wykonywali. I im serdeczne Bóg zapłać, że mogliśmy bezpiecznie wrócić na parking…
A...i byłbym zapomniał. Pamiętajcie drodzy katolicy – za sprawą niezwykłej decyzji jego ekscelencji Kardynała Grzegorza Rysia już w niedzielę zbieramy na tacę na ciepło dla Ukrainy. Jak podaje „Radio Maryja” jedne z pierwszych generatorów zdążyły już trafić do ukraińskich jednostek identyfikowanych z neobanderyzmem.
Bóg, Honor, Ojczyzna!
Sebastian Śmietana
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze