Podczas konferencji prasowej w Starostwie Powiatowym w Zakopanem wojewoda małopolski Krzysztof Jan Klęczar stanowczo odniósł się do trwającego sporu dotyczącego przewozów konnych na drodze do Morskiego Oka. W swoim wystąpieniu mówił o prawie do protestu, ale jednocześnie podkreślał, że nie może być zgody na działania, które jego zdaniem naruszają prawo, zakłócają funkcjonowanie regionu czy zagrażają ludziom i zwierzętom.
Wojewoda podziękował małopolskiej policji za działania podejmowane w związku z sytuacjami, do których dochodziło w ostatnim czasie. Jak zaznaczył, każdy ma prawo do manifestowania swoich poglądów, jednak granicą powinno być przestrzeganie obowiązujących przepisów.
- Tak jak przysługuje każdemu obywatelowi zgodnie z obowiązującym prawem możliwość protestowania, manifestowania i przedstawiania swoich racji, tak absolutnie nie ma zgody na to, żeby ktoś swoim działaniem blokował normalne funkcjonowanie regionu, żeby ktoś zastraszał organy władzy samorządowej, żeby ktoś swoim zachowaniem narażał na niebezpieczeństwo ludzi, zwierzęta, a także stwarzał zagrożenie w ruchu - mówił wojewoda.
Ważną część wystąpienia poświęcił również samorządności. Wojewoda podkreślał, że lokalne władze mają prawo podejmować decyzje dotyczące funkcjonowania swoich społeczności.
- Jeżeli tutaj jednym głosem i solidarnie mówią wójtowie, burmistrzowie, mówi starosta, mówi lokalny samorząd, podkreślając tradycję i umiłowanie tej tradycji, to nie może być tak, że ktoś przyjeżdża sobie z innej części naszego państwa i będzie nam tu mówił w Małopolsce, jak my mamy żyć i funkcjonować - stwierdził.
Wojewoda odniósł się także do kwestii używania określenia „inspekcja” przez organizacje społeczne. Jego zdaniem nazwa ta powinna być jednoznacznie kojarzona z organami państwowymi posiadającymi odpowiednie uprawnienia.
- Inspekcja powinna być zastrzeżona dla organów państwowych, które działają w imieniu państwa polskiego i z jego upoważnienia - powiedział, zapowiadając działania na poziomie krajowym w tej sprawie.
Jak przekazał, rozmawiał już na ten temat z posłanką Urszulą Nowogórską, a także zamierza zwrócić się do przewodniczącego klubu parlamentarnego Polskiego Stronnictwa Ludowego. Zapowiedział również skierowanie pisma do premiera, w którym chce przedstawić sytuację związaną ze sporem oraz zwrócić uwagę na potrzebę poszanowania lokalnej tradycji i kultury.
Znaczną część swojego wystąpienia wojewoda poświęcił koniom pracującym na trasie do Morskiego Oka. Powołał się przy tym na swoje wykształcenie i doświadczenie związane z hodowlą zwierząt.
- Użytkowanie koni zaczęło się 3,5 tysiąca lat przed naszą erą. Jak wtedy wyglądał koń, a jak dziś wygląda koń? Tak samo. W związku z powyższym to nie jest tak, że te konie nagle na przestrzeni tych lat straciły swoje zdolności do pracy - mówił.
Wojewoda przekonywał również, że nie spotkał się z opracowaniem naukowym, które potwierdzałoby, że konie pracujące przy Morskim Oku są w złej kondycji i są niewłaściwie traktowane.
- Wielokrotnie prosiłem o to, aby przeciwnicy pracy koni pokazali mi jedno opracowanie, pod którym podpisany jest albo ktoś ze świata nauki, albo ktoś z hodowców, który ma w tym doświadczenie i wiedzę, z którego by wynikało, że konie w Morskim Oku są w złej kondycji i są źle traktowane. Nie spotkałem się z takim – stwierdził.
W jego ocenie spór o przewozy konne jest jednocześnie sporem o podhalańską tradycję i sposób funkcjonowania rodzin związanych z pracą z końmi. Wojewoda wskazywał, że przewozy do Morskiego Oka nie powinny być rozpatrywane w oderwaniu od historii regionu.
Podkreślał także znaczenie koni dla zachowania charakterystycznego krajobrazu Podhala. W jego opinii ograniczenie hodowli i wykorzystywania koni mogłoby w przyszłości wpłynąć również na sposób użytkowania górskich łąk i ziemi.
- Jak zabraknie tych koni, po co będzie kosić te łąki? Po co będzie obrabiać te ziemię? To za chwilę zniknie. Jak nie będzie koni, nie będzie tego kulturowego krajobrazu tej ziemi - powiedział.
Wojewoda odniósł się również do zawartego wcześniej porozumienia dotyczącego przyszłości transportu do Morskiego Oka. Ocenił je jako kompromis, który nie musi w pełni odpowiadać żadnej ze stron, ale powinien być respektowany.
Na zakończenie swojego wystąpienia jednoznacznie opowiedział się za kontynuowaniem przewozów konnych.
- Porozumienie, które w obecności pani minister zostało zawarte, jest pewnie kompromisem, który nie satysfakcjonuje żadnej ze stron, ale jest kompromisem. Natomiast nie ma takiej możliwości, żeby ktoś siłą przyjeżdżał tu i krzycząc, machając rękami, grożąc, strasząc, oświadczał, że koniki nie pojadą. Ja z tego miejsca ze spokojem, ale pełną konsekwencją oświadczam: koniki jeździły, jeżdżą i pojadą – podsumował wojewoda małopolski.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze