Handlarze z lokalnych bazarów odetchnęli z ulgą. Ministerstwo Finansów wycofuje się z przepisów, które nakładały na nich obowiązki stworzone z myślą o walce z wielką przestępczością gospodarczą. W tle tej zmiany pojawia się nazwisko posła Ryszarda Wilka.
Przedsiębiorcy zajmujący się sprzedażą odzieży i obuwia od miesięcy alarmowali, że rozszerzenie systemu SENT na krajowy obrót może okazać się dla nich ciosem. Teraz wszystko wskazuje na to, że ich postulaty zostały wysłuchane. Resort finansów zapowiedział, że obowiązek monitorowania obejmie wyłącznie import oraz tranzyt towarów. To rozwiązanie, o które od początku zabiegał poseł Konfederacji Ryszard Wilk.
To jedna z tych sytuacji, które w polskiej polityce nie zdarzają się często. Parlamentarzysta będący w opozycji, bez wpływu na działania rządu, doprowadził do zmiany gotowego już rozporządzenia.
Dla mieszkańców regionu skutki tej decyzji mogą być odczuwalne bardziej, niż mogłoby się wydawać. Gdyby wcześniejsze przepisy pozostały bez zmian, wielu drobnych sprzedawców z targowisk w Nowym Sączu, Gorlicach, Limanowej czy Nowym Targu stanęłoby przed wyborem, czy dalej prowadzić działalność. Biurokracja, obowiązek zgłaszania przewozów i widmo bardzo wysokich kar mogły sprawić, że niewielki handel zwyczajnie przestałby się opłacać. W praktyce oznaczałoby to także wyższe ceny dla klientów.
System SENT działa od 2017 roku i początkowo służył do monitorowania transportu paliw, alkoholu czy wyrobów tytoniowych. Tam nielegalny obrót odbywa się na ogromną skalę. Problem pojawił się wtedy, gdy podobne zasady postanowiono zastosować wobec odzieży i obuwia.
Przepisy, które weszły w życie w marcu tego roku, prowadziły do absurdalnych sytuacji. Osoba przewożąca kilka czy kilkanaście par butów na lokalne targowisko mogła zostać potraktowana niemal identycznie jak przewoźnik transportujący cysternę paliwa. Za pomyłki formalne groziły kary liczone w dziesiątkach tysięcy złotych. Co więcej, w małych firmach często jedna osoba była jednocześnie nadawcą, odbiorcą i przewoźnikiem, więc sankcje mogły się kumulować.
O skali problemu miała świadczyć jedna z pierwszych kontroli przeprowadzonych pod Opolem. Funkcjonariusze przez ponad siedem godzin sprawdzali transport odzieży, ważąc każdą sztukę towaru osobno.
Ryszard Wilk zwracał uwagę na ten problem między innymi podczas posiedzeń sejmowych komisji. Podkreślał, że przestępcy i tak znajdą sposób na obejście przepisów, a najbardziej ucierpią uczciwi przedsiębiorcy prowadzący niewielkie biznesy. Brał także udział w protestach branży w Warszawie oraz spotykał się z przedsiębiorcami w terenie, między innymi w Gorlicach i okolicznych powiatach.
Jego propozycja była jasna. Kontrola powinna odbywać się na granicy, przy pierwszym kontakcie towaru z Polską. Tam można skutecznie weryfikować opłacenie należnych podatków i ceł. Późniejsze śledzenie drobnych przewozów wewnątrz kraju uznawał za zbędne.
Resort finansów początkowo proponował jedynie częściowe zmiany. Pojawiały się zapowiedzi podniesienia progów czy ograniczenia obowiązków wobec najmniejszych przedsiębiorców. Ostatecznie zdecydowano się jednak na rozwiązanie dalej idące.
12 czerwca minister finansów Andrzej Domański poinformował, że SENT dla odzieży i obuwia zostanie ograniczony do importu i tranzytu. Trzy dni później projekt nowych przepisów trafił do konsultacji publicznych prowadzonych przez Rządowe Centrum Legislacji. Jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem, nowe regulacje zaczną obowiązywać już w lipcu.
W praktyce oznacza to koniec obowiązku zgłaszania krajowych transportów odzieży i obuwia. Dostawy między hurtowniami a sklepami, przewozy na targowiska czy przesyłki z magazynów nie będą objęte systemem SENT. Jednocześnie przewidziano wyższe progi dla importu.
Po ogłoszeniu decyzji Ryszard Wilk nie krył zadowolenia. W mediach społecznościowych napisał: „Mamy to! SENT na odzież i obuwie tylko na import. Była ustawa Wilczka, teraz mamy rozporządzenie Wilka”.
To oczywiste nawiązanie do ustawy Mieczysława Wilczka z końca lat osiemdziesiątych, uznawanej za symbol ograniczania biurokracji i ułatwień dla przedsiębiorców. Dla sprzedawców z lokalnych bazarów nie jest to jednak historyczna metafora. To konkretna decyzja, która może pozwolić im spokojnie prowadzić działalność i nie przerzucać dodatkowych kosztów na klientów.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze