Mimo kończących się wakacji na tatrzańskich szlakach wciąż jest bardzo tłoczno. W dniach 21–27 sierpnia ratownicy TOPR wielokrotnie ruszali na pomoc turystom. Interwencje dotyczyły przede wszystkim urazów, zasłabnięć i wyczerpania. Niestety, jeden z wypadków zakończył się śmiercią turysty.
Miniony tydzień był dla ratowników Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego bardzo pracowity. Pomocy potrzebowali zarówno turyści znajdujący się na popularnych szlakach, jak i osoby, które znalazły się w trudnym, eksponowanym terenie.
21 sierpnia ratownicy interweniowali w siedmiu przypadkach. Pomocy potrzebowali turyści przebywający m.in. w rejonie Morskiego Oka, Wiktorówek, Kasprowego Wierchu, Rusinowej Polany oraz Hali Gąsienicowej. Część osób przewieziono samochodami terenowymi, a w jednym z przypadków wykorzystano kolej linową. Zgłoszenia dotyczyły zasłabnięć, zatruć pokarmowych oraz urazów kończyn.
Dzień później doszło do kilku poważniejszych zdarzeń. 22 sierpnia rano ratownicy przewieźli z okolic Myślenickich Turni turystkę, która źle się poczuła. W południe niemal w tym samym czasie zgłoszono dwa wypadki. Przy Czarnym Stawie pod Rysami turystka doznała bolesnego urazu podudzia. Z kolei na szlaku pomiędzy Zawratem a Świnicą turysta zwichnął bark.
W obu przypadkach wykorzystano śmigłowiec TOPR. Ratownicy zostali opuszczeni w pobliżu poszkodowanych, udzielili im pierwszej pomocy, a następnie zabrali oboje na pokład i przetransportowali do Zakopanego.
Wieczorem siedmiu ratowników zniosło w noszach typu Kong turystkę z urazem stawu skokowego z rejonu Nosala. W tym samym czasie samochody terenowe kursowały m.in. do Morskiego Oka, na Halę Kondratową, do Doliny Roztoki i na Halę Gąsienicową. W nocy ratownik dyżurny z Pięciu Stawów pomógł natomiast grupie turystów, którzy wyruszyli w teren bez odpowiedniego źródła światła.
23 sierpnia pomocy potrzebował turysta, który nagle zasłabł na szlaku pomiędzy Wiktorówkami a Rusinową Polaną. Mężczyzna miał problemy kardiologiczne. Ratownicy dotarli do niego śmigłowcem, a następnie przetransportowali go do Zakopanego. Tego dnia samochodami terenowymi zwieziono również turystów z Hali Gąsienicowej i Doliny Roztoki.
Kolejne interwencje miały miejsce 24 sierpnia. Śmigłowiec zabrał z rejonu Karbu turystkę z kontuzją kolana, a z Hali Kondratowej turystę po zasłabnięciu. Do tego ratownicy przewozili turystów z Morskiego Oka, Przysłopu Miętusiego i Myślenickich Turni.
Sporo pracy przyniósł ratownikom także 25 sierpnia. Najpierw otrzymali zgłoszenie o 13-letnim chłopcu, który dostał napadu drgawek. Na miejsce poleciał śmigłowiec. Ratownicy udzielili dziecku pomocy, po czym zabrali je wraz z matką do Zakopanego.
Niedługo później trzeba było interweniować w rejonie Kalatówek, gdzie turystka straciła przytomność. Kobietę po udzieleniu pomocy przewieziono karetką terenową do zakopiańskiego szpitala.
Wieczorem rozpoczęła się natomiast długa akcja w rejonie Dolinki Buczynowej. O godz. 21:24 zgłoszono wyczerpanego i odwodnionego turystę. Po dotarciu do niego ratownik dyżurny z Pięciu Stawów uznał, że mężczyznę trzeba przetransportować w noszach. Z Zakopanego ruszyło siedmiu kolejnych ratowników.
Turysta został zniesiony do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, gdzie pozostał na noc. Działania zakończyły się dopiero około godz. 4 rano.
26 sierpnia TOPR został poproszony o pomoc przez Grupę Beskidzką GOPR. W schronisku na Markowych Szczawinach znajdował się nieprzytomny mężczyzna. Ze względu na jego stan ratownicy GOPR poprosili o wsparcie śmigłowca. Załoga TOPR dotarła na miejsce, desantowała ratowników na wciągarce, a następnie zabrała pacjenta do Zakopanego.
Później dwóch ratowników sprowadzało z rejonu Zawratu na Halę Gąsienicową turystów, którzy nie byli w stanie samodzielnie zejść.
Jeszcze późnym wieczorem do centrali zadzwoniła para turystów. Podczas zejścia ze Świnicy utknęli w eksponowanym terenie i nie potrafili wrócić na właściwy szlak. Z przekazanych współrzędnych wynikało, że znajdowali się w górnej części Żlebu Blatona, opadającego w stronę Doliny Walentkowej.
Trzech ratowników dotarło kolejką na Kasprowy Wierch, a później ruszyło w stronę uwięzionych turystów. Z wykorzystaniem technik linowych wyprowadzili ich w bezpieczne miejsce. Cała grupa zeszła następnie na Kasprowy Wierch i zjechała kolejką do Kuźnic. Akcję prowadzono w deszczu i zakończono około godz. 3 w nocy.
Najtragiczniejsze zdarzenie miało miejsce 27 sierpnia. O godz. 11:09 do centrali TOPR dotarła informacja o turyście, który spadł w rejonie Granatów, z okolic żółtego szlaku prowadzącego na Skrajny Granat w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego.
Na miejsce natychmiast poleciał śmigłowiec. Poszkodowanego odnaleziono w żlebie opadającym z Pańszczyckiej Przełączki Wyżniej. Trzej ratownicy zostali opuszczeni na wciągarce bezpośrednio w pobliżu miejsca wypadku.
Niestety, mężczyzna doznał obrażeń, które okazały się śmiertelne. Jak wynika z informacji TOPR, był to turysta z Czech. Jego ciało przetransportowano śmigłowcem na lądowisko w Zakopanem.
Akcję dodatkowo komplikowały chmury zalegające wysoko w górach. Ratownicy podkreślają, że szybkie dotarcie do miejsca tragedii było możliwe dzięki doświadczeniu i umiejętnościom pilotów śmigłowca TOPR.
Tego samego dnia ratownicy pomagali jeszcze turystce, która zasłabła w rejonie Piekiełka w Dolinie Kondratowej. Kobietę zabrano śmigłowcem do Zakopanego, gdzie została przekazana zespołowi SOR.
Samochodami terenowymi przewożono również turystów z Hali Gąsienicowej, Hali Kondratowej, Doliny Złotej, Morskiego Oka oraz Doliny Kościeliskiej.
Fot. TOPR, M. Firczyk, R. Kubacki, M. Gąsienica-Józkowy, J. Myśliński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze